W sierpniu, podobnie jak w lipcu, mieliśmy przyjemność rozegrać dwa krótkie turnieje deblowe ze zmiennym partnerem. Do określenia tych lipcowych używaliśmy słowa spontaniczne, teraz jednak zdecydowaliśmy się nazywać te popołudniowe turnieje krótkimi, ponieważ określenie to jest jeszcze bardziej adekwatne od poprzedniego. I nie dlatego, że spotkania te w jakikolwiek sposób utraciły swój spontaniczny charakter, lecz ze względu na dwojakie znaczenie słowa krótkie w kontekście tych turniejów. Podstawowe znaczenie odnosi się oczywiście do czasu ich trwania – w porównaniu do całodziennych turniejów tematycznych, te trzy- bądź czterogodzinne rozgrywki rzeczywiście zdają się krótkie. Z kolei drugie znaczenie podkreśla ograniczony czas rozgrywania meczów. Gramy dwadzieścia minut i zwycięża para, która wygrała choćby o jeden gem więcej niż przeciwnicy. Prosta sprawa.

W ten sposób zatem będziemy uzasadniać ewolucję nazwy. Ale nie nomenklatura jest tu przecież najistotniejsza. Znacznie ważniejsza jest coraz większa popularność tych sobotnich popołudniowych spotkań. W pierwszym turnieju, 10 sierpnia, zagrało 13 osób, zaś w drugim, 31 sierpnia, uczestników było już 17. Oprawa muzyczna, zawsze bez zarzutu, również ewoluuje – w sierpniu było bardzo rockowo. Nawet jeśli nie widać tego na zdjęciach, to proszę zaufać kronikarzowi – uczestnicy krótkich turniejów równie chętnie grają w tenisa, co tańczą – i to całkiem nieźle. W ramach ostatniego turnieju Grzegorz i Andrzej przygotowali ponadto nagrodę dla uczestników w postaci złotej rakiety. Rakieta ta w drodze losowania trafiła do Grześka.

***
Ostatni turniej miał także aspekt nostalgiczny – chwilą ciszy uczciliśmy pamięć Patryka, który przed pięcioma laty zmarł w wyniku tragicznego wypadku. Manere in memoria.

***

We wrześniu będziemy chcieli rozegrać jeszcze jeden krótki turniej – ostatni na kortach otwartych i ostatni letnią porą. Do zobaczenia wkrótce.