Category: Podsumowania


Turniejowa sobota była jednym z takich dni, co do których wiadomo, że będzie padać, nie wiadomo tylko, o jakiej dokładnie porze. Nie zniechęciło to wszakże zawodników do pojawienia się w dużej liczbie na kortach przy Alei Sportowej 1 w Parku Śląskim – w tegorocznym klubowym US Open zagrało 37 osób.

Zresztą, w początkowej fazie turnieju warunki do gry w tenisa były wręcz idealne – lekkie zachmurzenie i przyjemna temperatura. Niestety, przy takiej pogodzie udało się rozegrać tylko dwie rundy. Gdy bowiem deszcz zaczął padać, nie było wątpliwości, że szybko nie przestanie, i że na grę na kortach otwartych nie ma już tego dnia co liczyć. Kolejne rundy musiały zostać rozegrane w hali. Nie wpłynęło to jednak negatywnie na intensywność gry czy poziom rywalizacji. Mecze były tak samo wyrównane i zacięte, jak wcześniej, a czas pomiędzy kolejnymi partiami umilały graczom coraz żwawsze i bardziej rockowe muzyczne kawałki oraz pewien charakterystyczny dla amerykańskiej kultury (choć wywodzący się z Irlandii i Szkocji) napój. View full article »

W lipcu mieliśmy przyjemność dwukrotnie spotkać się na parkowych kortach na krótkich, popołudniowych turniejach deblowych ze zmiennym partnerem. Gdy krystalizował się pomysł pierwszego spotkania, nie sądziliśmy, że przerodzi się ono w turniej z kilkunastoma uczestnikami. Z początku miała to być jedynie impreza w stylu włoskim – ale przecież co to za spotkanie w gronie tenisowych hobbystów bez gry w tenisa, nie obyło się więc bez drobnego deblowego współzawodnictwa. Wszystko to w rytm tradycyjnych włoskich canzoni, italo disco, a także niezmiennie robiących furorę hitów lat 70. i 80.

Ów pierwszy turniej odbył się 6 lipca. Formuła była tym razem inna niż zwykle: mecze rozgrywane były na czas, a uczestnicy mieli możliwość samodzielnego dobierania się w zespoły deblowe i czwórki meczowe. Łącznie w turnieju wzięło udział 11 osób. W ciągu trzech godzin rozegraliśmy siedem rund (mecze trwały około dwudziestu minut). Po zakończeniu gier rozpoczęła się część imprezowa. View full article »

Tegoroczny turniej hawajski był niewątpliwie pełen wrażeń – szczególnie tych pogodowych. Choć Hawaje na ogół kojarzą się z ciepłą i dość łagodną, morską odmianą klimatu zwrotnikowego, to ze względu na specyficzne położenie i związane z wulkanicznym charakterem wysp wysokie wzniesienia, w poszczególnych częściach archipelagu wyróżnić można kilka różnych stref klimatycznych. I zdawać by się mogło, iż właśnie ową różnorodność klimatyczną Hawajów chciało zademonstrować nam to sobotnie popołudnie.

Zaczęło się zgodnie z oczekiwaniami – od tropikalnego niemal upału, okraszonego podmuchami wiatru przypominającego oceaniczną bryzę. Zaledwie jednak skończyły się mecze pierwszej rundy, gdy słońce przykryły ciemne, burzowe chmury i pojawiły się pierwsze krople deszczu – zupełnie jakbyśmy przenieśli się z gorącej plaży na nawietrzną stronę któregoś z hawajskich wulkanów w czasie przejścia frontu. Jednakże to, co nastąpiło potem, bardziej przypominało tropikalny cyklon niż zwykłą burzę. W jednej chwili korty zamieniły się w pomarańczowe sadzawki, a chodniki w rzeczne brody. Po niecałej godzinie deszcz ustał i znaleźliśmy się w strefie klimatów umiarkowanych, ale o grze w tenisa na kortach zewnętrznych można było zapomnieć. Kontynuowanie rozgrywek w pełnym wymiarze nie było więc możliwe – w tej edycji turnieju hawajskiego wzięło bowiem udział aż 50 osób. View full article »

Tegoroczny deblowy turniej wimbledoński na długo zapadnie nam w pamięć, a jedną z rzeczy, które zapamiętamy najlepiej, z pewnością będzie aura, w jakiej przyszło zawodnikom toczyć zmagania na korcie. Pogoda w naszym regionie bardziej przypominała bowiem tę na Hawajach niż w południowo-zachodnim Londynie – na skalach termometrów bliżej było do czterdziestej kreski niż trzydziestej, zaś na tych pozostawionych w samochodach skali po prostu brakowało. Krótko mówiąc – spiekota była nie z tej ziemi, a przynajmniej nie z tego kontynentu. Mimo to, podczas sobotniego turnieju padł dotychczasowy rekord frekwencji sezonu letniego 2019: w obydwu grupach zagrały łącznie 43 osoby. View full article »

„Wiosna tego roku dziwnymi chodziła drogami”, pisał niegdyś Henryk Sienkiewicz, w bieżącym zaś roku drogi te są wyjątkowo deszczowe. Z kolei sobotni Roland Garros określać by można różnorako, lecz najlepiej zdaje się pasować doń słowo „szczęśliwy”. Taki bowiem okazał się być pod względem pogody, choć niewiele na to wskazywało. Mimo, że zimna Zośka swoje miejsce w kalendarzu miała nieco wcześniej, to chłodna, a w szczególności deszczowa aura utrzymywała się jeszcze w przededniu turnieju. Jednakże – szczęśliwie – turniejowa sobota była ciepła i w większości słoneczna. Drobne popołudniowe opady nie zakłóciły rozgrywek, a gdy o zmroku nadeszła burza, wszystkie mecze były już zakończone.

View full article »